Drewniane zegarki w Pulsie Biznesu

Home / Zegarki z Drewna - Blog Woodlans / Drewniane zegarki w Pulsie Biznesu

W Pulsie Biznesu mówię przede wszystkim o tym, że drewniane zegarki Woodlans to moja odpowiedź na anonimowość masowej produkcji. Wywiadu udzielałem siedząc przy oknie, przy stole do którego przywiera witryna wychodząca na ulicę, to moja główna część czystej pracowni, w której montuję mechanizmy, zakładam wskazówki i wykonuję wszystkie precyzyjne procedury wymagające sterylności. Kamienica w której mam swoją pracownię jest zlokalizowana na głównym trakcie prowadzącym z Rynku Głównego na Kazimierz, 200 metrów od Wawelu. Moja pracownia jest otwarta dla ludzi, przeszklona witryna zaprasza do środka, z ulicy też dobrze widać jak pracuję nad kolejnym egzemplarzem drewnianego zegarka.

Opowiadałem o tym, że pierwszy drewniany zegarek stworzyłem w 2011 roku. Pracowałem nad nim ok 2 tygodnie, że bardzo trudno jest ukończyć pracę nad takim zegarkiem, zawsze można coś poprawić, ulepszyć. Drewniane zegarki to nie tylko struganie. Przez 6 lat wypracowałem sobie 52 złożone procedury, które muszę wykonać, by uzyskać produkt, który jest szczytem mojego rzemiosła. 16 z tych 52 procedur jest związanych z wycinaniem, wierceniem, klejeniem, szlifowaniem, polerowaniem, precyzyjną obróbką i impregnacją drewna, reszta to praca zegarmistrzowska i wtłaczanie duszy w czasomierz. Obecnie na wykonanie jednego egzemplarza potrzebuję ok 14 godzin. Czasami we wtorek zacznę robić 4 kolejne koperty, w czwartek skupię się na montażu mechanizmów i wskazówek, w poniedziałek szlifuję cyferblaty, by całą środę impregnować bransolety, bardzo ważna jest dobra organizacja i planowanie, nauczyłem się żonglować czasem. Woodlans nauczył mnie pokory, szanuję każdą mijającą sekundę.

Wybrałem dąb, ponieważ jest bardzo trwały. Jest bardzo twardy, trudny w obróbce, jednak efekt końcowy jest niesamowity. Dodając do tego odpowiedni, dobrze rozmawiający z ludzką skórą impregnat na bazie wosku pszczelego, udało mi się stworzyć naturalny materiał idealny do noszenia na ręce. I nie można się tego nauczyć w żadnej szkole, stworzyłem to wszystko metodą prób i błędów, czasami bardzo prymitywnie podchodząc do technicznych tematów. Zegarmistrzostwa nauczyłem się ze starych książek i od znajomych zegarmistrzów, jednak moimi głównymi mentorami są Bartnik i Podwapiński, autorzy starych podręczników uczących rzemiosła zegarmistrzowskiego. To w ich publikacjach można znaleźć starą dobrą szkołę polskiego fachu zegarmistrzowskiego. Także maszyny do precyzyjnej obróbki drewna stworzyłem sam, czasami pomagał mi znajomy elektronik z doborem odpowiednich silników i ustawianiem obrotów. Do dzisiaj jednak podstawowymi narzędziami są dla mnie małe pilniki.

Od początku mojej działalności pojawiło się i zniknęło ok 20 firm, które próbowały potraktować drewniane zegarki jako szybki i duży zarobek, każda z nich przeważnie zaczyna od dużych nakładów na reklamę i nastawienie na dużą ilość sprzedaży. Ściągają drewniane zegarki z chin i nadrukowują swój logotyp lub po taniości produkują od razu tysiące egzemplarzy, zapełniając nimi swoje magazyny. Z czasem przerzucają się na inne drewniane akcesoria, okulary, obudowy do telefonów, lampki, meble, by w końcu zakończyć działalność. To nie jest moja konkurencja, ja się specjalizuję w wytwarzaniu zegarków, jestem zegarmistrzem, to wszystko co robię to moja odpowiedź na anonimowość masowej produkcji, wykonuję pojedyncze, dopieszczone egzemplarze. Nie mam swojej konkretnej grupy docelowej, moje zegarki kupują wszyscy, jednak nie każdy może zostać posiadaczem, ponieważ mogę ich wykonać tylko określoną ilość.

…To mniej więcej chciałem przekazać czytelnikom Pulsu Biznesu, a jak wyszło możecie przeczytać w drukowanym weekendowym dodatku lub klikając link poniżej do wersji on-line. Pozdrawiam, Michał Napierała.

https://www.pb.pl/drewniany-lans-874854

 

POST A COMMENT